| Wylot | Warszawa 11:15 |
| Przylot | San Francisco 13:50 |
| Klasa | Economy → upgrade do biznesu |
Upgrade 400 PLN od osoby, mailem do biura staff travel. Zwrotny, jeśli nie wejdzie.
| Odbiór | SFO, 8.10 o 16:00 |
| Zwrot | LAX, 12.10 o 14:30 · rezerwacja z zapasem, oddajecie o 13:00 |
| Anulacja | darmowa do odbioru |
| Dach | Freedom Panels, wychodzą bez narzędzi w pięć minut i jadą w bagażniku |
Mustanga cabrio nie da się zabrać jednokierunkowo z SFO do LAX. Wrangler tak, jest wyżej i widzisz ponad barierkami.
Rezerwacja jest na klasę, nie na model, więc przy ladzie mogą podstawić coś innego z tej samej półki. Jeśli padnie Ford Bronco, bierzcie bez wahania. Dach zdejmowany tak samo, prowadzi się lepiej, a na Highway 1 wygląda jak reklama samego siebie.
Ścieżka dźwiękowa na Hwy 1, do puszczenia z panelami wyjętymi z dachu.
Stary odcinek Hwy 1 wykuty w klifie, dziś objechany tunelem. Pierwszy raz, kiedy widzisz Pacyfik z góry.
To jest postój, nie spacer. Ścieżka po dawnej jezdni ma dwa kilometry w jedną stronę, a wam między odbiorem auta a Pigeon Point zostaje dwadzieścia minut. Parkujecie, przechodzicie kilkadziesiąt metrów do barierki, wracacie.
Tak jest zresztą lepiej. To pierwszy postój po lotnisku, więc auto jest wtedy najbardziej wyładowane, a parkingi przy szlakach pod San Francisco mają kiepską reputację. Zostając w zasięgu wzroku auta, nie macie o czym myśleć. Szlak zostaw na następny raz.
Sto piętnaście stóp latarni z 1872 roku, jedna z najwyższych na zachodnim wybrzeżu, stoi na cyplu i nic jej nie zasłania. Do wieży się nie wchodzi, chodzi o widok z klifu.
Kompromis z zachodem. Słońce zapada 18:45, ale czekanie na nie oznacza dojazd do Santa Cruz po dwudziestej, po dwudziestu godzinach w podróży. Zostańcie na złote światło i ruszcie 18:30. Ostatnie sześćdziesiąt kilometrów jedynki biegnie przy samej wodzie, więc zachód i tak złapiecie, tylko przez szybę.
| Termin | czw 8.10 → pt 9.10 · 1 noc |
| Cena | ~200 do 300 USD |
| Rezerwacja | bookuj po wylądowaniu, w Santa Cruz są setki hoteli |
| Przyjazd | ok. 19:30 |
Stare miasteczko surferskie, które nigdy nie wydoroślało. Uniwersytet w lesie sekwojowym nad miastem, sklepy z deskami i sporo ludzi, którzy przyjechali tu na weekend w latach siedemdziesiątych i zostali. Jest w tym coś podniszczonego i szczerego.
Rano macie luz, bo do Point Lobos jest półtorej godziny, a jet lag i tak postawi was na nogi koło piątej. Warto wtedy wrócić na West Cliff, bo w słońcu to zupełnie inne miejsce niż po ciemku.
Spacer przed snem. West Cliff Drive, asfaltowa ścieżka biegnąca krawędzią klifu, zaczyna się przy nadmorskich hotelach. Idziecie na zachód, po ośmiuset metrach mijacie Steamer Lane, jeden z najsłynniejszych spotów surferskich świata, oglądany z góry jak z amfiteatru. Kawałek dalej latarnia z muzeum surfingu i widok na całą zatokę Monterey. Trzy kilometry w obie strony, godzina, wracacie po ciemku. Zero planowania, zero biletów.
Dwieście dwadzieścia hektarów cypli, cyprysów i zatoczek, sześć mil szlaków. Wydry w kelpie i foki na skałach praktycznie pewne. Parking 10 USD i zapycha się koło 11:00, więc bądźcie wcześniej. Trasa Cypress Grove, godzina spaceru.
Zachowajcie bilet, wpuszcza tego samego dnia do innych parków stanowych w okolicy, poza Limekiln.
Osiemdziesiąt metrów nad wodą, zbudowany w 1932, pięć lat zanim droga z Carmel do San Luis Obispo w ogóle została otwarta. Zatrzymajcie się na poboczu od strony północnej, kadr jest lepszy i nie trzeba przechodzić przez drogę.
| Termin | pt 9.10 → sob 10.10 · 1 noc |
| Sens | zrzucacie bagaż i dopiero stąd jeździcie |
| Zasięg | brak w całym Big Sur, wifi też nie |
Bagaż zrzucacie zaraz po Bixby, a dopiero potem robicie resztę dnia z pustym autem. Wszystko leży w promieniu kilkunastu kilometrów, a Esalen o pierwszej w nocy to kwadrans, nie czterdzieści minut. Glen Oaks i Ripplewood macie po drodze, do Deetjen's cofacie się potem kilka kilometrów.
Deetjen's · ocena 4.7
Chatki zbite ręcznie z sekwoi w latach trzydziestych, w wąwozie pod drzewami. W każdym pokoju leży dziennik, do którego goście piszą od dekad. Najwyższa ocena na wybrzeżu, ale to jest ocena za klimat, nie za standard: ściany jednowarstwowe, słychać sąsiadów, w recenzjach bywają mrówki. Około 400 USD, rezerwacja telefoniczna. Do Nepenthe 2 min, do Esalen 15.
Glen Oaks · ocena 4.4
Motel z lat pięćdziesiątych przerobiony porządnie. Chatki w sekwojach, wanna na zewnątrz, ogrzewana podłoga w łazience, ognisko z piankami co wieczór, śniadanie w cenie w Roadhouse naprzeciwko. Charakter zostaje, rustykalny dramat znika. Około 400 do 600 USD. Do Nepenthe 15 min, do Esalen 25.
Ripplewood · ocena 4.4
Najtaniej i najluźniej. Siedemnaście wolnostojących chatek z lat dwudziestych nad rzeką Big Sur, jeden z najstarszych działających ośrodków na wybrzeżu. Większość ma kuchnię i kominek, część palenisko na zewnątrz, wszystkie ogrzewanie i łazienkę. Na miejscu sklep, stacja benzynowa i kawiarnia ze świetnymi śniadaniami. 138 do 285 USD, anulacja 72 h, czyli najluźniejsze warunki z całej trójki. Rezerwacja telefoniczna. Do Nepenthe 15 min, do Esalen 25.
Fioletowy piach, serio, od manganu w skale. Najlepiej widoczny po deszczu. Wjazd nieoznakowaną Sycamore Canyon Road, wąska i stroma, zjazd przegapicie za pierwszym razem. Osobna opłata, to nie jest park stanowy. Strażnicy zawracają, gdy parking pełny.
Obiad dwie minuty od bazy. Taras wykuty na krawędzi klifu 246 metrów nad oceanem, otwarty od 1949, kiedyś knajpa Kerouaca i Hunter S. Thompsona, wcześniej dom Orsona Wellesa. Widok idzie w dół wybrzeża tak daleko, jak sięga mgła.
Dwie opcje na jednej działce. Nepenthe na górze, obsługa przy stoliku, od 11:30, bez rezerwacji trzeba czekać. Café Kevah piętro niżej, ten sam widok, zamawianie przy ladzie, 9:00 do 15:00 i szybciej. Ambrosiaburger to ich znak firmowy, karta win ma ponad czterysta pozycji.
Nie ma parkingu ani tablicy, zostawiacie auto na poboczu. Szlak schodzi wzdłuż potoku, rozwidla się, a druga odnoga prowadzi przez tunel wykuty w skale do ukrytej zatoczki, skąd sto czterdzieści lat temu ładowano korę na statki. Nikt tam nie skręca, bo nikt nie wie, że to tam jest.
Dwadzieścia cztery metry wodospadu spadającego prosto na plażę w turkusowej zatoczce, jeden z dwóch takich w całej Kalifornii. Plaży pod spodem nie było do 1983, usypało ją osuwisko. Zejście zamknięte, ogląda się z góry i tak jest lepiej. Dziesięć minut płaskim szlakiem.
Gorące źródła w wannach wykutych na krawędzi klifu, otwarte dla ludzi z zewnątrz tylko między 1:00 a 3:00. Dwadzieścia miejsc, około 35 USD od osoby, strój opcjonalny w bardzo kalifornijskim sensie. Kwadrans na południe od bazy, tyle samo z powrotem, więc wracacie koło wpół do czwartej. Weźcie latarki, telefony zostają w aucie.
Zanim zajrzycie w opinie. Esalen ma 4,2 i mocno podzielone recenzje, ale one dotyczą czegoś innego. Ludzie jadą tam na weekendowe warsztaty rozwoju osobistego, śpią na miejscu i płacą od kilkuset do dwóch tysięcy dolarów za noc, po czym narzekają na spartańskie pokoje, ceny i obsługę.
Nas to nie dotyczy w ogóle. Nie nocujemy, nie ma warsztatu, nie ma recepcji ani całej tej otoczki. Wchodzicie o pierwszej, siedzicie dwie godziny w gorącej wodzie nad oceanem, wychodzicie. Same kąpiele chwalą nawet ci, którzy wystawili jedną gwiazdkę.
Klasztor kamedulicki, gałąź benedyktynów sprzed tysiąca lat, w której każdy mnich mieszka w osobnej chatce i schodzą się tylko na modlitwę. W Big Sur od 1958, dwudziestu czterech mnichów na dziewięciuset akrach.
Zjazd z jedynki jest tuż za Lucią, łatwy do przegapienia, i stamtąd dwie mile serpentyny w górę na 550 metrów. Na szczycie jesteście nad mgłą, a widok to sam ocean, bez niczego pomiędzy.
Nie musicie być katolikami, sklepik jest otwarty dla wszystkich. Mnisi utrzymują się między innymi z pieczenia: keks maczany w brandy ma renomę ogólnokrajową, a granoli nazwanej Holy Granola regularnie brakuje. Kupujecie, siadacie na ławce nad chmurami, jedziecie dalej.
Cisza obowiązuje na terenie. Parking na końcu prywatnej drogi bez przejazdu, więc auto stoi bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej na tej trasie.
Klif sto dwadzieścia metrów nad wodą, widok sięga trzydziestu kilometrów przy dobrej pogodzie. Ostatni taki punkt, zanim wybrzeże się wypłaszcza i Big Sur się kończy. Kawa na tarasie.
Kolonia słoni morskich rozłożona wzdłuż kilku kilometrów plaży, dosłownie kilka metrów od barierki. Wstęp darmowy, otwarte od wschodu do zachodu, bez rezerwacji. Na miejscu wolontariusze, którzy wszystko opowiedzą.
Uczciwie co do października. Te słynne siedemnaście tysięcy to szczyt z grudnia i stycznia, kiedy trwa rozród. Dorosłe samce zjeżdżają się dopiero w listopadzie. W październiku trwa jesienne wyleganie młodych, więc zobaczycie raczej setki niż tysiące, i to osobniki w trakcie linienia, a nie pięciometrowe byki ryczące przez fale.
Nadal warto, bo nigdzie indziej nie podejdziecie do nich tak blisko z chodnika. Tylko nie nastawiajcie się na sceny z dokumentów przyrodniczych.
Godzina w głąb lądu drogą 46 West, przez góry Santa Lucia. Ocean znika za pierwszym zakrętem, zaczynają się dęby i winnice.
Rodańskie odmiany na wapiennej glebie, założone w 1987 przez rodzinę Perrin z Château de Beaucastel w Châteauneuf-du-Pape razem z Haasami.
Degustacja 25 USD od osoby (umarzają przy zakupie dwóch butelek). Butelki chodzą po 35 do 45 dolarów. Rezerwacja - 15 USD / osoba, zwracana na miejscu.
To nie jest bar, tylko prowadzona degustacja przy własnym stoliku, wina podawane w setach po trzy kieliszki, dwa sety. Liczcie 75 do 90 minut. Sloty codziennie od 10:00 do 16:00, do 17:00 można jeszcze kupić wino na wynos. Rezerwację warto zrobić kilka tygodni wcześniej.
Jedzenia nie serwują, ale mają wydzielone miejsce piknikowe, gdzie można zjeść swoje z kieliszkiem albo butelką ich wina. Kierowca spluwa albo pije wodę, wybór należy do was.
| Termin | sob 10.10 → ndz 11.10 · 1 noc |
| Cena | ~225 USD z podatkiem |
| Śniadanie | nie, Bob's Well Bread 3 min pieszo |
| Telefon | +1 805-344-2852 |
Odnowiony motel przy jedynej ulicy w miasteczku. Wanna na lwich łapach, ognisko na dziedzińcu, mały bar. Wszystko w Los Alamos jest w zasięgu trzech minut spaceru, łącznie z Bell's, gwiazdkową knajpą w mieście liczącym niecałe dwa tysiące mieszkańców.
Kolacja w Bell's to prix fixe 125 USD od osoby, tylko na rezerwację przez Tock, między 17:00 a 20:30. Telefonu nie mają w ogóle. Sobota to najtrudniejszy wieczór, więc bookujcie zawczasu.
Zapasowo Industrial Eats w Buellton, dwadzieścia minut drogi. Dwa piece opalane drewnem, zamawianie przy kasie, wspólne stoły, czynne codziennie do 21:00. Bez rezerwacji i bez ceregieli.
Zamiast autostrady wjeżdżacie w góry nad Santa Barbarą drogą 154. Nie zostawajcie na górze. Sam przełęcz jest przeciętny, a most przejeżdża się środkiem, za wysoką siatką postawioną w 2012, więc widać przez kratę.
Zjedźcie na Stagecoach Road, starą trasę dyliżansów, którą 154 obeszła w 1964. Schodzi serpentyną na dno kanionu i wtedy Cold Spring Arch Bridge masz nad głową: 122 metry nad dnem, 371 metrów rozpiętości, najwyższy i największy stalowy łuk w Kalifornii. Wzdłuż drogi są wyznaczone zatoczki na zdjęcia.
Sześćset metrów dalej stoi Cold Spring Tavern, karczma z 1868. Do dziś świecą lampy gazowe, choć prąd mają od 1954, a żyrandole są z kół od bryczek. Detal, który tłumaczy resztę: pierwotny plan przewidywał zasypanie karczmy trzydziestometrowym nasypem, a most zbudowano między innymi dlatego, że wyszedł taniej niż zakopanie zabytku.
Buda z tacos pod turkusowym daszkiem, ulubione miejsce Julii Child. Kolejka na chodniku, plastikowe krzesła, tortille robione na miejscu. Tylko gotówka. Trzydzieści dolarów za dwoje i lepiej niż w połowie restauracji z obrusami.
30760 Broad Beach Rd, przy Zuma Beach. Ta sama fasada, którą widziało kilkaset milionów nastolatek, w tym prawdopodobnie ktoś w tym aucie.
Teraz część, o której Disney nie wspominał. Cały środek to była dekoracja w studiu w Hollywood. Salon, kuchnia, ta legendarna garderoba Hannah, wszystko zbite ze sklejki kilkadziesiąt kilometrów stąd. Z domu w Malibu użyto wyłącznie ściany od strony oceanu, w ujęciach trwających łącznie może cztery minuty na sezon.
Do tego jest to prywatna posesja bez dojazdu. Parkujecie przy drodze, schodzicie na plażę i idziecie piachem, aż rozpoznacie budynek. Czyli: dwadzieścia minut marszu, żeby z dystansu popatrzeć na tylną elewację domu, w którym nigdy niczego nie nakręcono w środku.
Plaża pod klifem z wielkimi iglicami skalnymi wychodzącymi prosto z wody i jaskiniami wydrążonymi u podstawy urwiska. Jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w południowej Kalifornii.
Godzina nie jest przypadkowa. Zachód wypada koło 18:30, więc wchodzicie w złote światło, a odpływ tego dnia ma minimum o 16:38 na poziomie zera. Trafiacie niecałą godzinę po najniższej wodzie miesiąca, bo 11.10 wypada nów. Rozlewiska odsłonięte, przejście pod łuki otwarte, piachu najwięcej jak się da.
Woda przez cały wasz pobyt przybiera, ale wolno, do zachodu podniesie się o jakieś dwadzieścia centymetrów. Jeśli zajdziecie daleko za skały, wracajcie tą samą drogą. Przypływy tego dnia: 09:52 i 22:47.
Cofacie się osiem kilometrów na zachód od domu Hannah Montany, dziesięć minut. Zjazd słabo oznakowany, tabliczka mała i po prawej. Parking na klifie, 8 do 10 dolarów, zapełnia się szybko. W dół strome schody, więc nie w klapkach.
| Termin | ndz 11.10 → pon 12.10 · 1 noc |
| Cena | ~285 USD z podatkiem |
| Śniadanie | nie w cenie, restauracja na parterze |
| Do wypożyczalni | 13 km · 20 min |
| Telefon | +1 310-376-6933 |
Prosto na Strandzie, drzwi wychodzą na piasek. Wybrane dlatego, że w poniedziałek rano nie chcecie stać w korku do LAX z rosnącym tętnem. Kolejny ranek będzie spokojny.
Publiczna plaża leżąca dokładnie pod ścieżką startową LAX. Przy zachodnim kierunku pracy lotniska maszyny odrywają się od pasa i przechodzą wam nad głową co półtorej minuty, przez wiele godzin. Jedna z ostatnich plaż w hrabstwie, gdzie legalnie wolno palić ognisko.
Najpierw hotel, potem ognisko. Dockweiler leży dziesięć kilometrów na północ od Hermosy, więc świadomie się cofacie, żeby wcześniej zrzucić bagaż. Dwadzieścia minut w jedną stronę.
Około czterdziestu betonowych palenisk, bez rezerwacji, kto pierwszy ten lepszy, i w weekend schodzą rano. Drewno kupujecie po drodze, na miejscu nie ma. Wolno palić tylko w kręgach, nie na piasku. Jak nie złapiecie paleniska, samo siedzenie na piachu pod startującymi 787 też załatwia sprawę.
Strand to betonowa promenada biegnąca tuż przed domami na piachu, zaczyna się pod drzwiami hotelu. Od pomostu w Hermosie do pomostu w Manhattan Beach są trzy kilometry, płasko, wzdłuż boisk, na których wyrosła plażowa siatkówka. Rano leży mgła znad oceanu i nie ma nikogo poza biegaczami i psami.
Sześć kilometrów tam i z powrotem, z przystankiem na śniadanie po drodze wychodzi jakieś trzy godziny. Kto woli szybciej, przy pomoście w Hermosie wypożycza się rowery i można pojechać dalej na północ. Wyjazd do wypożyczalni najpóźniej 12:15.
Nie jedziesz pod terminal. Wszystkie wypożyczalnie siedzą teraz w jednym centralnym Rental Car Center, 2,5 mili od terminali. Jedźcie za nawigacją z przycisku niżej, a na miejscu za tablicami "Rental Car Return".
Z parteru odjeżdżają autobusy do terminali, kursują całą dobę. Kolejka SkyLink miała ruszyć później w tym roku, więc zakładaj autobus i licz 30 do 40 minut od oddania kluczy do bramek.
Szóste piętro terminalu Tom Bradley, wjazd windą przy wieży zegarowej. Otwarty od 8:30 do 1:00, wpuszcza Star Gold w każdej klasie plus osobę towarzyszącą, więc Pauli wchodzi z tobą.
Ma taras zewnętrzny, co w amerykańskich loungeach zdarza się prawie nigdy. Kawa, słońce i cała płyta postojowa przed nosem.
| Wylot | Los Angeles 16:35, terminal B |
| Przylot | Warszawa 13.10, nazajutrz |
| Klasa | Economy → upgrade do biznesu |
Startujecie z tego samego pasa, na osi którego siedzieliście wczoraj przy ognisku.
W sierpniu 2026 Timber Fire zamknął cztery parki stanowe w Big Sur i odciął Highway 1 dla ruchu tranzytowego między Point Sur a Julia Pfeiffer Burns. Do października powinno być po sprawie, ale to jest jedyna droga i nie ma objazdu.
Sprawdźcie dwa razy: tydzień przed wylotem i w piątek rano przed wyjazdem z Santa Cruz. QuickMap pokazuje zamknięcia na żywo, strona parku status McWay Falls i Partington Cove.
Tankujecie w Monterey w piątek rano i to jedyna decyzja paliwowa całego wyjazdu. Od Monterey do Cambrii jest 150 km i są tam trzy stacje, wszystkie karykaturalnie drogie.
Gorda ma najdroższą benzynę w Stanach. Osada stoi na generatorach diesla, bez prądu z sieci, i bywało po 9,99 dolara za galon premium. Ragged Point trzyma się okolic siódemki. W wiosce Big Sur Valero przy River Inn jest zwykle tańszy od Shella.
Następny normalny tank to Cambria albo Paso Robles w sobotę.
Albo bierzecie Starlinka, albo godzicie się z tym, że od Point Lobos po Ragged Point telefon jest cegłą z zegarkiem. Nie ma sieci, nie ma wifi, w nocy nie ma nawet radia.
Mapy offline pobieracie w Santa Cruz, nie w Big Sur, bo tam już nie pobierzecie. Cały region, w czwartek wieczorem. To samo z playlistami, bo streaming padnie na pierwszym zakręcie za Carmel.
Uprzedźcie kogoś w Polsce, że przez dobę będziecie nieosiągalni, zanim ktoś zacznie dzwonić na ambasadę.
Miejscowi nazywają to Secret Season. Mgła, która zjada kalifornijskie lato, znika po pierwszym tygodniu września, więc macie najwięcej słońca w roku i najmniej ludzi.
Na wybrzeżu 14 do 20 stopni, w Paso Robles i Los Alamos może być pod trzydzieści. Zaskoczy was rozpiętość w ciągu doby: popołudnie w winnicy pod trzydziestkę, ta sama noc w kanionie w Big Sur osiem stopni. Warstwy, nie jedna gruba kurtka.
Kilka razy w miesiącu wiatr odwraca się od lądu i temperatura skacze do prawie trzydziestu nawet nad oceanem. Brzmi świetnie, ale to jest dokładnie ta pogoda, przy której ogłaszają ostrzeżenia pożarowe.
Karta działa wszędzie poza miejscami, które są najlepsze. La Super-Rica bierze tylko papier, Limekiln też, i to samo dotyczy części parkingów w parkach.
Bierzcie 300 dolarów w dwudziestkach i rozmieńcie przy pierwszych zakupach, bo bankomat nigdy nie wyda wam jedynek, a to właśnie ich potrzebujecie najwięcej.
Restauracje: 20 procent, w Kalifornii to standard, nie gest. Przy kolacji w Bell's to 25 dolarów od osoby ponad prix fixe.
Bar: dolar albo dwa za drinka. Bagażowy: dwa dolary za sztukę. Degustacja wina: nieobowiązkowo, 5 do 10 jeśli było miło.
Kawa przy ladzie i food trucki: nie trzeba. Ale terminal obróci się do was z gotowymi przyciskami 15, 20 i 25 procent, a „bez napiwku” będzie najmniejszym napisem na ekranie. Wolno kliknąć.
Sprzątanie: śpicie wszędzie po jednej nocy, więc 3 do 5 dolarów przy wyjściu, jeśli w ogóle.
Trzy zasady i temat znika. Złóżcie tylną kanapę, wtedy kabinówki leżą płasko pod linią szyb. Zarzućcie kocem. I nigdy nie przekładajcie niczego na parkingu, bo obserwują ludzi, nie samochody.
Paszporty i elektronika jadą w plecaku i nigdy nie zostają w aucie. Nawet schowane, nawet na dziesięć minut, nawet na parkingu z obsługą.
Bagaż leży w bazie tylko w piątek po południu i w poniedziałek rano. Przez resztę wyjazdu jest z wami, łącznie z El Matador o zachodzie, więc te trzy zasady obowiązują cały czas, a nie tylko pierwszego dnia.
Przez pierwsze trzy dni obudzicie się o piątej rano bez budzika, bo dla waszych ciał będzie druga po południu. To nie jest problem, to przewaga: puste parkingi, złote światło, Point Lobos zanim zjadą tłumy.
Wieczorami padniecie o dwudziestej pierwszej, ale w Big Sur i tak nic wtedy nie działa. (Jedyny wyjątek to Esalen o pierwszej w nocy).
Nie planować sztywno godzin na jedynce. Każdy pullout wygląda lepiej niż poprzedni i tak czy siak się zatrzymacie.
Nie wyprzedzać na podwójnej ciągłej. Są zatoczki, przepuśćcie lokalnych, oni tu pracują.
Nie zostawiać jedzenia bez opieki, bo kruki i wiewiórki w Big Sur są zorganizowane lepiej niż wy.
Nie liczyć, że cokolwiek będzie otwarte po dwudziestej poza Los Alamos i Hermosą. I nie zjeżdżać z asfaltu Wranglerem tylko dlatego, że to Wrangler. Wypożyczalnia to widzi i policzy.
Latarka albo czołówka, bo do Esalen schodzi się po ciemku. Ciepła warstwa na wieczory. Buty z podeszwą na strome schody na El Matador i ścieżkę do Partington.
Koc na bagaż i na plażę. Ładowarka do auta, bo nawigacja zeżre baterię, a gniazdka w chatkach bywają jedno na pokój.
Kilka worków na śmieci. Piach z El Matador i Dockweiler, mokre rzeczy z Esalen o trzeciej w nocy, i wszystko, co przesiąknie dymem z ogniska, a w poniedziałek ma wjechać do walizki obok czystych ubrań.